piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 2

*Amy*
Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do mojego pokoju przez nie zasłonięte okno. Niechętnie chwyciłam swojego Iphone'a i spojrzałam na zegarek. 5:30.
-Mam jeszcze pół godziny- mruknełam do siebie i ponownie zamknęłam oczy. Po paru sekundach budzik zadzwonił.

co do cholery?

spojrzałam na zegarek, wskazywał już 6.00. Kurde jakim cudem ? przecierz przed chwilą była 5:30!

Podniosłam się z mojego cieplutkiego łóżka i stanęłam na zimnych panelach, aż dreszcz mnie przeszedł. Podeszłam do mojej garderoby z zamiarem wybrania stroju na dzisiaj. Wyciągnowszy ubrania podeszłam jeszcze do szuflady po czystą bielizne i ruszyłam do łazienki. Postanowiłam wziąść orzeźwiający przysznic. Odkręciłam kurki z ciepłą wodą i po chwili się rozebrałam. Naga weszłam do kabiny. Wszystkie mięśnie rozluźniły mi się pod wpływem ciepłych kropelek wody spływających po moim ciele. Chwyciłam swój żel pod prysznic o zapachu truskawki i rozsmarowałam go na swoim ciele po czym spłukałam pianę i niechętnie wyszłam z pod prysznica. Zawinęłam się w różowy puchaty ręcznik i podeszłam do lustra z zamiarem zrobienia sobie makijażu. Po 5-ciu minutach mój makijaż był w pełni gotowy. Zrzuciłam z siebie ręcznik i zaczęłam się ubierać. Ubrałam się w to i pewnym krokiem wyszłam z łazienki. Po drodze chwyciłam tylko telefon i torbe i zbiegłam na dół. Ostatni raz sprawdziłam godzine i była 7:34. Chwyciłam tylko jabłko i niecierpliwie czekałam na Emily. Wkrótce zobaczyłam jej auto pod domem więc chwyciwszy klucze od domu wyszłam i udałam się w kierunku blondynki.
-yo ziąą - powiedziała z tym 'gangsterskim'akcentem.
-siema bro- odpowiedziałam i zaśmialiśmy się głośno.
Zapiełam pasy i ruszyliśmy w strone szkoły śpiewając piosenki z radia. Po 10-ciu minutach byliśmy na miejscu. Wyszłyśmy razem cały czas się uśmiechając a ludzie patrzyli się na nas jak na idiotki.

normalka

Pokierowaliśmy się do szafek i wyjeliśmy książki na pierwszą lekcje którą był... angielski..

hura! angielski z panią Haris! jej! -.-

skierowaliśmy się do klas, jak na zawołanie zabrzmiał dzwonek co oznacza 45 min. tortur z panią Haris i Bieber'em.
-A tak swoją drogą gdzie jest Bieber? - spytałam się Emily.
-A co ? Już się za nim stęskniłas ? - zaśmiała się cicho.
-Raczej za swoim długopisem - odpowiedziałam z ironicznym uśmieszkiem.
-Pewnie znowu sie spóźni.
-Możliwe.
Weszliśmy do klasy i usiedliśmy do swoich ławek. Pani Haris jak zwykle zaczęła od omawiania dzisiejszej lekci i pisania czegoś na tablicy.  Po 10-ciu minutach lekcji do klasy wszedł Justin ubrany w to. Jednym słowek wygładał jak chodzący seks. Kurwa o czym ty myślisz Amy ?!

*Justin*

Wszedłem do klasy i jak zwykle wszystkie oczy zwrucone były w moją strone. Nie powiem, podobało mi się a zwłaszcza jak zobaczyłem na sobie wzrok Amy. Mam jedną zasade którą się kieruje. nie pieprze się z dziewczynami ze szkoły ale Amy była by wyjątkiem. Z chęcią wziął bym ją teraz na środku klasy.

Ok Bieber opanuj emocje.

Powiedział mój głos w głowie. Usiadłam opok ślicznej brunetki, która udawała że pisze, żeby na mnie nie patrzeć. Ha śmieszne.
-przyjdź jutro do mnie o 16, omówimy to coś z Romea i Julii i będziemy mieli już to z głowy - powiedziała Wilson i przez chwile popatrzyła na mnie.
-z chęcią przyjde, ale jeżeli to jest tylko pretekst żeby mieć mnie tylko na wyłączność wystarczy powiedzieć - uśmiechnęłem się do niej pokazując tym szereg moich białych zębów i mrugnąłem do niej.
-daruj sobie Bieber. - wywróciła oczami i odwróciła się w strone tablicy.
-nie wywracaj więcej na mnie oczami. - suknełem i złapałem ją za nadgarstek sciskając.
-Auć. - sukneła z bólu po czym ją puściłem i zobaczyłem jak pociera obolałe miejsce.
-Jakiś problem panie Bieber? - spytała nauczycielka patrząc raz na mnie a raz na Amy.
-nie. - sapnąłem.
-świetnie, bo ty i pani Wilson zostajecie w kozie po lekcjach.
-czemu ja?! - krzyknęła podirytowana brunetka.

ciekawe jak by krzyczała podczas seksu ze mną.
odezwał się mój zewnętrzny ja. Zaśmiałem się cicho pod nosem.

-co jest takiego śmiesznego Bieber?
-twój ryj - powiedziałem i zobaczyłem jak Amy sie śmieje z mojego tekstu.
-Amy chcesz coś dodać - spytała ostro Haris.
-Ta.. Pani zainwestuje w końcu w paste do zębów - powiedziała przez śmiech.
-kiedy ma pani urodziny? moge kupić ci szczoteczke do zębów - zaśmiłem się głośno a brunetka mi zawtórowała.
-moge do tego dorzucić paste i miętówki - powiedziała Amy przez śmiech.
Tylko my w klasie się śmialiśmy a reszta się na nas patrzyła.
- do dyrektora! natychmiast! - krzylnęła nauczycielka. Razem z Amy chwyciliśmy nasze plecaki i nadal się śmiejąc opuściliśmy klase. Wystawiłem ręke do dziewczyny w celu przybicia żółwika a ona po chwili go przybiła. Śmiejąc się i obrażając panią Haris doszliśmy do gabinetu dyrektora. Dziewczyma zapukała nieśmiało, a gdy usłyszała ciche 'proszę' otworzyła drzwi i weszliśmy do gabinetu. Gabinet był dość duży. Wszędzie wisiały jakieś obrazy, ściany były koloru waniliowego a podłoga była pokryta czerwoną wykładziną. Po prawej stronie stały różne szafy z jakimiś papierami a na środku stało bióro z komputerem przy którym stało czarne skurzane obrotowe krzesło na którym siedział dyrektor Franklin.
-Biener i Wilson, co was tutaj sprowadza? - zapytał dyrektor
-pani Haris- odpowiedziała Amy po zaczeła się cicho śmiać a ja jej zawtórowałem.
-nie będe pytać. Siadajcie - uśmiechnął się Franklin i wskazał dłonią na krzesła przed biórkiem. -częstujcie się - dodał i wyciągnął z pod biórka różowy kartonik z pączkami.
-dzieki - odpowiedzieliśmy jednoczeście, spojrzeliśmy się na siebie i zaśmialiśmy się głośno a pan Franklin nam zawtórował. Przez całą godzine siedzieliśmy w gabinecie i śmialiśmy się ze wszystkiego. Po dzwonku udaliśmy się do klas na następne lekcje, które były nudneeeee.. Po wszystkich lekcjach ja i Wilson musieliśmy zostać w klasie pani Haris bo mieliśmy koze.

*Amy*

Weszłam sama do klasy i usiadłam prawie przy końcu klasy. Pani Haris siedziała już przy biórku jedząc krwisto-czerwone jabłko. Bieber'a nie było już 10 min. przez co nie mogłam zacząć swojej kary. Siedziałam w ciszy następne 5 minut po czym usłyszamam huk otwieranuch drzwi a w progu stanął nie kto inny jak Bieber.
-Pani Haris! jest pani potrzebna na sali gimnastycznej! Trener Benson zasłabł ! - krzyknął zdyszany chłopak.
-macie stąd nie wychodzić wychodzić do puki nie wrócę - powiedziała Harison po czym wybiegła.
Bieber nie mógł opanować śmiechu.
-a tobie o co cho ? - spytałam podnosząc jedną brew do góry.
-o nic. Kłamałem. Chodź zwijamy się stąd zanim Haris wróci - odpowiedział i chwycił mnie za ręke. Wzięłam szybko swoją torbe i ruszyłam za Bieber'em który nadal mnie ciągnął. Wyszliśny na zewnątrz i pokierowaliśmy się w strone auta Justina. Chłopak otworzył mi drzwi od strony pasażera. Bez żadnych oporów wsiadłam a po chwili Bieber zajął miejsce obok mnie na miejscu kierowcy. Ruszyliśmy z piskiem opon a po chwili zobaczyłam jak Justin wyciąga papierosa z kieszeni i zapala go. Wsadził go do ust i głęboko się nim zaciągnął. Wpatrywałam się cały czas w niego, kurwa jak on to seksownie robi. On normalnie pieprzy tymi ustami tego papierosa, gdyby tak poczuć te jego malinowe wargi na moich.. ohh..
Moje przemyślenia przerwał Bieber.
-mam coś na twarzy ? - spytał spoglądając na mnie z tym jego uśmieszkiem.
-co? uhh nie.. - odpowiedziałam zmieszana i spuściłam głowe rumieniąc się.
Bieber tylko się zaśmiał i spojrzał na ulice. - słodko się rumienisz - dodał po chwili powodując że jeszcze bardziej się zarumieniłam. Po 5-ciu minutach byliśmy już pod moim domem.
-too.. jutro o 16 u mnie - uśmiechnęłam się nieśmiało i odpiełam pasy.
-napewno będe. - odpowiedział z uśmiechem.
Już miałam otwierać drzwi gdy przed nimi stanął Justin i sam mi je otworzył z wielkim uśmiechem na ustach.
-jaki gemtelmen - zaśmiałam się cicho i wyszłam.
-yhmm.. gentelmem chyba powinien dostać jakieś podziekowania za podwózke - powiedzial nadstawiając swój policzek.
-nikt ci nie prosił o podwózke ale już ok. - powiedziałam i już miałam całować szatyna w policzek gdy ten niespodziewanie odwrócił głowe i zamiast w policzek pocałowałam go w usta. Otworzyłam szeroko oczy patrząc na niego.
-takie pożegnania mi się podobają - uśmiechnął się cwaniacko - to do jutra - dodał i pocałował mnie w policzek po czym wsiadł do auta i odjechał. Stałam przez chwile w tym samym miejscu po czym ocknęłam się i z uśmiechem ruszyłam w strone domu. Otworzyłam drzwi, nigdzie nie zobaczyłam bałaganu co oznaczy tylko jedno, mojego ojca nie ma w domu i nie będzie go przez kilka dni. Pisnęłam cicho i ruszyłam w strone kuchni z zamiarem zrobienia sobie obiadu. Po 30-min. moje spaghetti ala Amy zostało zrobione, wyjęłam tależ w szafki i nałożyłam sobie troche obiadu po czym skierowałam się z nim do salonu i włączyłam TV. Po paru minutach usłyszałam głośny huk z góry. Postanowiłam to sprawdzić, odstawiłam tależ na stole i podbiegłam w strone hałasu, który dochodził z mojego pokoju. Otworzyłam drzwi i zamarłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz