wtorek, 15 lipca 2014

Rozdział 4

~Amy~

Obudziły mnie czyjeś głosy, głowa mnie bolała dlatego słyszałam jak by te głosy były daleko stąd. Wiedziałam, że ktoś mnie porwał dlatego nie otwierałam oczu i próbowałam się nie ruszać co było bardzo trudne bo leżałam w niewygodnej pozycji. Po paru sekundach znowu usłyszałam czyjeś głody, wiec postanowiłam podsłuchać.
-Kurwa to co robimy z tą suką?! - spytał pierwszy mężczyzna, podejrzewam że odrobinę - nie, to złe określenie- cholernie wkurzony.
-Czekamy aż wstanie. Potem się troche zabawimy i to nagramy. Wyślemy nagranie Bieber'owi, a on zobaczy jak to jest widzieć jak ktoś ważny dla niego cierpi. Karma jest suką. - wtedy zorientowałam się, że mówią o mnie. Boże co oni chcą ze mną zrobić?! Z przerażenia otworzyłam oczy i się poruszyłam, przez co zwróciłam uwage dwóch mężczyzn.
-Whatever. - odpowiedział i podszedł do mnie uśmiechając się nie przyjaźnie.
-c-co w-wy chc-eci-ie ze m-mną z-robić ? - wyjąkałam, przez co obaj się zaśmiali.
-spodoba ci się, kochanie - odpowiedział pierwszy i zaczął mnie rozbierać kiedy drógi poszedł na drugi koniec pokoju po kamere i wrócił do łóżka.
-zostaw mnie! - zaszlochałam cicho - proszę, zrobie wszystko.
-nie obchodzi mnie to- odpowiedział i zaczął rozpinać mi spodnie przez co zaczełam jeszcze głośniej szlochać i kopać go.
-nie ruszaj się suko!
-p-prosze póście m-mnie - błagałam ale chyba bez sensu bo ten nie przestał.
Sciągnął mi spodnie i zacząl odpinać moją koszule.
A więc to tak ma wyglądać mój pierwszy raz? On miał być z osobą którą kocham a nie zostać zgwałcona. Justin gdzie ty jesteś?! Taa, ja głupia myśle, że Bieber'owi na mnie zależy i po mnie przyjdzie. Ha! zaliczam to do żartu tego roku.
Nawet nie zauważyłam kiedy oboje zostaliśmy nadzy. Chłopak ustawiał się już przed moim wejściem a ja zaczęłam głośniej płakać i wiercić się. Poczułam, że szczypie mnie policzek. Złabałam się za obolałe miejsce, domyślam się że właśnie mnie uderzył.

Brawo za spostrzegawczość, Amy.

-zamknij się kurwo! - krzyknął zdenerwowany koleś. Już miał we mnie wchodzić gdy usłyszeliśmy głośny huk, a drzwi otworzyły się. Po chwili facet przede mną został zepchnięty z łóżka a ja przesunęłam się w kąt i okryłam kołdrą. Byłam zdezorientowana. Popatrzyłam na mojego bohatera, który właśnie okłada pięściami dwójke kolesi, przyjżałam się bardziej, co było bardzo trudne bo miałam załzawione oczy. Nie mogłam uwierzyć w to co widze. To był Justin.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 3

To co zobaczyłam w moim pokoju przeraziło mnie. W pomieszczeniu stało dwuch gości, mniej więcej w moim wieku. Gdy mnie zobaczyli zaczęli się kierować w moją strone z łobuzerskimi uśmieszkami.
-no, no, no. Dziwka Bieber'a się znalazła - zaszydził jeden z nich.
-nie jestem jego dziwką! - krzyknęłam.
-no już się tak nie denerwuj, skarbie. - powiedział drugi i zaczeli mnie przytrzymywać wyprowadzając z domu.
-puszczajcie mnie! - krzyczałam i szarpałam się, żeby tylko mnie puścili.
-zamknij się! - powiedział wyższy koleś i walnął mnie w głowę. Po woli traciłam przytomność i widziałam jak przez mgłe, po chwili odleciałam.

*Justin*

Gdy siedziałem w domu i piłem piwo, usłyszałem dzwięk mojego telefonu informujący o nowym połączeniu. Szybko wstałem i zaczęłem szukać telefon. Po paru sekundach znalazłem go i nawet nie sprawdzając kto dzwoni odebrałem.
-wiataj, Justin. - powiedział dobrze mi znany głos.
-Jason. - powiedziałem to imię z jadem w głosie.
-skąd wiedziałeś? haha. Dobra do rzeczy. Znalazłem twoją zgubę w domu, ciekawe czy też jest taka ostra w łóżku jak wtedy kiedy moi ludzie ją zabrali. Sprawdze to jak się obudzi - zaśmiał się Jason.
-o co ci do cholery chodzi?!
-Amy. - powiedział krótko a moje serce momentalnie zabiło.
-co jej zrobiłeś śmieciu?! - wykrzyczałem. Czułem jak złość ogarnia cały mój organizm.
-jeszcze nic. Jeszcze - zaśmiał się i rozłączył.
Ze złości scisnęłem puszke tak mocno, aż pękła i rozlała całą zawartość na podłogę. Później to posprzątam. Zbiegłem na dół do piwnicy z prędkością światła aby znaleść odpowiednią broń. Znalawszy ją ruszyłem w strone auta i wyjechałem z podjazdu z piskiem opon.
Nikt, powiadam nikt nie będzie dotykał Amy. Jedyne co mnie dziwi to to, czemu wogóle się interesuję tą suką? Powiniwnem ją olać jak wszystkie inne laski, ale coś mi nie pozwala. Po 25 minutach byłem pod magazynem. Wyjąłem swoją broń ze schowka, ostatni raz sprawdziłem czy jest załadowana i schowałem ją w tylnej kieszeni moich jeansów zasłaniając ją moją koszulką. Otworzyłam drzwi i ruszyłem w strone dobrze znanego mi budynku.

piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 2

*Amy*
Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do mojego pokoju przez nie zasłonięte okno. Niechętnie chwyciłam swojego Iphone'a i spojrzałam na zegarek. 5:30.
-Mam jeszcze pół godziny- mruknełam do siebie i ponownie zamknęłam oczy. Po paru sekundach budzik zadzwonił.

co do cholery?

spojrzałam na zegarek, wskazywał już 6.00. Kurde jakim cudem ? przecierz przed chwilą była 5:30!

Podniosłam się z mojego cieplutkiego łóżka i stanęłam na zimnych panelach, aż dreszcz mnie przeszedł. Podeszłam do mojej garderoby z zamiarem wybrania stroju na dzisiaj. Wyciągnowszy ubrania podeszłam jeszcze do szuflady po czystą bielizne i ruszyłam do łazienki. Postanowiłam wziąść orzeźwiający przysznic. Odkręciłam kurki z ciepłą wodą i po chwili się rozebrałam. Naga weszłam do kabiny. Wszystkie mięśnie rozluźniły mi się pod wpływem ciepłych kropelek wody spływających po moim ciele. Chwyciłam swój żel pod prysznic o zapachu truskawki i rozsmarowałam go na swoim ciele po czym spłukałam pianę i niechętnie wyszłam z pod prysznica. Zawinęłam się w różowy puchaty ręcznik i podeszłam do lustra z zamiarem zrobienia sobie makijażu. Po 5-ciu minutach mój makijaż był w pełni gotowy. Zrzuciłam z siebie ręcznik i zaczęłam się ubierać. Ubrałam się w to i pewnym krokiem wyszłam z łazienki. Po drodze chwyciłam tylko telefon i torbe i zbiegłam na dół. Ostatni raz sprawdziłam godzine i była 7:34. Chwyciłam tylko jabłko i niecierpliwie czekałam na Emily. Wkrótce zobaczyłam jej auto pod domem więc chwyciwszy klucze od domu wyszłam i udałam się w kierunku blondynki.
-yo ziąą - powiedziała z tym 'gangsterskim'akcentem.
-siema bro- odpowiedziałam i zaśmialiśmy się głośno.
Zapiełam pasy i ruszyliśmy w strone szkoły śpiewając piosenki z radia. Po 10-ciu minutach byliśmy na miejscu. Wyszłyśmy razem cały czas się uśmiechając a ludzie patrzyli się na nas jak na idiotki.

normalka

Pokierowaliśmy się do szafek i wyjeliśmy książki na pierwszą lekcje którą był... angielski..

hura! angielski z panią Haris! jej! -.-

skierowaliśmy się do klas, jak na zawołanie zabrzmiał dzwonek co oznacza 45 min. tortur z panią Haris i Bieber'em.
-A tak swoją drogą gdzie jest Bieber? - spytałam się Emily.
-A co ? Już się za nim stęskniłas ? - zaśmiała się cicho.
-Raczej za swoim długopisem - odpowiedziałam z ironicznym uśmieszkiem.
-Pewnie znowu sie spóźni.
-Możliwe.
Weszliśmy do klasy i usiedliśmy do swoich ławek. Pani Haris jak zwykle zaczęła od omawiania dzisiejszej lekci i pisania czegoś na tablicy.  Po 10-ciu minutach lekcji do klasy wszedł Justin ubrany w to. Jednym słowek wygładał jak chodzący seks. Kurwa o czym ty myślisz Amy ?!

*Justin*

Wszedłem do klasy i jak zwykle wszystkie oczy zwrucone były w moją strone. Nie powiem, podobało mi się a zwłaszcza jak zobaczyłem na sobie wzrok Amy. Mam jedną zasade którą się kieruje. nie pieprze się z dziewczynami ze szkoły ale Amy była by wyjątkiem. Z chęcią wziął bym ją teraz na środku klasy.

Ok Bieber opanuj emocje.

Powiedział mój głos w głowie. Usiadłam opok ślicznej brunetki, która udawała że pisze, żeby na mnie nie patrzeć. Ha śmieszne.
-przyjdź jutro do mnie o 16, omówimy to coś z Romea i Julii i będziemy mieli już to z głowy - powiedziała Wilson i przez chwile popatrzyła na mnie.
-z chęcią przyjde, ale jeżeli to jest tylko pretekst żeby mieć mnie tylko na wyłączność wystarczy powiedzieć - uśmiechnęłem się do niej pokazując tym szereg moich białych zębów i mrugnąłem do niej.
-daruj sobie Bieber. - wywróciła oczami i odwróciła się w strone tablicy.
-nie wywracaj więcej na mnie oczami. - suknełem i złapałem ją za nadgarstek sciskając.
-Auć. - sukneła z bólu po czym ją puściłem i zobaczyłem jak pociera obolałe miejsce.
-Jakiś problem panie Bieber? - spytała nauczycielka patrząc raz na mnie a raz na Amy.
-nie. - sapnąłem.
-świetnie, bo ty i pani Wilson zostajecie w kozie po lekcjach.
-czemu ja?! - krzyknęła podirytowana brunetka.

ciekawe jak by krzyczała podczas seksu ze mną.
odezwał się mój zewnętrzny ja. Zaśmiałem się cicho pod nosem.

-co jest takiego śmiesznego Bieber?
-twój ryj - powiedziałem i zobaczyłem jak Amy sie śmieje z mojego tekstu.
-Amy chcesz coś dodać - spytała ostro Haris.
-Ta.. Pani zainwestuje w końcu w paste do zębów - powiedziała przez śmiech.
-kiedy ma pani urodziny? moge kupić ci szczoteczke do zębów - zaśmiłem się głośno a brunetka mi zawtórowała.
-moge do tego dorzucić paste i miętówki - powiedziała Amy przez śmiech.
Tylko my w klasie się śmialiśmy a reszta się na nas patrzyła.
- do dyrektora! natychmiast! - krzylnęła nauczycielka. Razem z Amy chwyciliśmy nasze plecaki i nadal się śmiejąc opuściliśmy klase. Wystawiłem ręke do dziewczyny w celu przybicia żółwika a ona po chwili go przybiła. Śmiejąc się i obrażając panią Haris doszliśmy do gabinetu dyrektora. Dziewczyma zapukała nieśmiało, a gdy usłyszała ciche 'proszę' otworzyła drzwi i weszliśmy do gabinetu. Gabinet był dość duży. Wszędzie wisiały jakieś obrazy, ściany były koloru waniliowego a podłoga była pokryta czerwoną wykładziną. Po prawej stronie stały różne szafy z jakimiś papierami a na środku stało bióro z komputerem przy którym stało czarne skurzane obrotowe krzesło na którym siedział dyrektor Franklin.
-Biener i Wilson, co was tutaj sprowadza? - zapytał dyrektor
-pani Haris- odpowiedziała Amy po zaczeła się cicho śmiać a ja jej zawtórowałem.
-nie będe pytać. Siadajcie - uśmiechnął się Franklin i wskazał dłonią na krzesła przed biórkiem. -częstujcie się - dodał i wyciągnął z pod biórka różowy kartonik z pączkami.
-dzieki - odpowiedzieliśmy jednoczeście, spojrzeliśmy się na siebie i zaśmialiśmy się głośno a pan Franklin nam zawtórował. Przez całą godzine siedzieliśmy w gabinecie i śmialiśmy się ze wszystkiego. Po dzwonku udaliśmy się do klas na następne lekcje, które były nudneeeee.. Po wszystkich lekcjach ja i Wilson musieliśmy zostać w klasie pani Haris bo mieliśmy koze.

*Amy*

Weszłam sama do klasy i usiadłam prawie przy końcu klasy. Pani Haris siedziała już przy biórku jedząc krwisto-czerwone jabłko. Bieber'a nie było już 10 min. przez co nie mogłam zacząć swojej kary. Siedziałam w ciszy następne 5 minut po czym usłyszamam huk otwieranuch drzwi a w progu stanął nie kto inny jak Bieber.
-Pani Haris! jest pani potrzebna na sali gimnastycznej! Trener Benson zasłabł ! - krzyknął zdyszany chłopak.
-macie stąd nie wychodzić wychodzić do puki nie wrócę - powiedziała Harison po czym wybiegła.
Bieber nie mógł opanować śmiechu.
-a tobie o co cho ? - spytałam podnosząc jedną brew do góry.
-o nic. Kłamałem. Chodź zwijamy się stąd zanim Haris wróci - odpowiedział i chwycił mnie za ręke. Wzięłam szybko swoją torbe i ruszyłam za Bieber'em który nadal mnie ciągnął. Wyszliśny na zewnątrz i pokierowaliśmy się w strone auta Justina. Chłopak otworzył mi drzwi od strony pasażera. Bez żadnych oporów wsiadłam a po chwili Bieber zajął miejsce obok mnie na miejscu kierowcy. Ruszyliśmy z piskiem opon a po chwili zobaczyłam jak Justin wyciąga papierosa z kieszeni i zapala go. Wsadził go do ust i głęboko się nim zaciągnął. Wpatrywałam się cały czas w niego, kurwa jak on to seksownie robi. On normalnie pieprzy tymi ustami tego papierosa, gdyby tak poczuć te jego malinowe wargi na moich.. ohh..
Moje przemyślenia przerwał Bieber.
-mam coś na twarzy ? - spytał spoglądając na mnie z tym jego uśmieszkiem.
-co? uhh nie.. - odpowiedziałam zmieszana i spuściłam głowe rumieniąc się.
Bieber tylko się zaśmiał i spojrzał na ulice. - słodko się rumienisz - dodał po chwili powodując że jeszcze bardziej się zarumieniłam. Po 5-ciu minutach byliśmy już pod moim domem.
-too.. jutro o 16 u mnie - uśmiechnęłam się nieśmiało i odpiełam pasy.
-napewno będe. - odpowiedział z uśmiechem.
Już miałam otwierać drzwi gdy przed nimi stanął Justin i sam mi je otworzył z wielkim uśmiechem na ustach.
-jaki gemtelmen - zaśmiałam się cicho i wyszłam.
-yhmm.. gentelmem chyba powinien dostać jakieś podziekowania za podwózke - powiedzial nadstawiając swój policzek.
-nikt ci nie prosił o podwózke ale już ok. - powiedziałam i już miałam całować szatyna w policzek gdy ten niespodziewanie odwrócił głowe i zamiast w policzek pocałowałam go w usta. Otworzyłam szeroko oczy patrząc na niego.
-takie pożegnania mi się podobają - uśmiechnął się cwaniacko - to do jutra - dodał i pocałował mnie w policzek po czym wsiadł do auta i odjechał. Stałam przez chwile w tym samym miejscu po czym ocknęłam się i z uśmiechem ruszyłam w strone domu. Otworzyłam drzwi, nigdzie nie zobaczyłam bałaganu co oznaczy tylko jedno, mojego ojca nie ma w domu i nie będzie go przez kilka dni. Pisnęłam cicho i ruszyłam w strone kuchni z zamiarem zrobienia sobie obiadu. Po 30-min. moje spaghetti ala Amy zostało zrobione, wyjęłam tależ w szafki i nałożyłam sobie troche obiadu po czym skierowałam się z nim do salonu i włączyłam TV. Po paru minutach usłyszałam głośny huk z góry. Postanowiłam to sprawdzić, odstawiłam tależ na stole i podbiegłam w strone hałasu, który dochodził z mojego pokoju. Otworzyłam drzwi i zamarłam.

czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 1

Biegłam przez ciemny las, gałęzie obdzierały mi ubrania i skóre ale nadal biegłam. Czułam, że ktoś mnie goni ale nie widziałam twarzy. Po chwili poczułam ból i coś lepkiego na moich plecach. To była krew. Powoli zatrzymywałam się bo nie mogłam złapać tchu. Połorzyłam się pod drzewem i zauważyłam przed oczami czarne plamki a po chwili ciemność. Następnie byłam ubrana w jakieś białe ciuchy, co mnie zdziwiło. Szłam przez korytarz, na końcu zobaczyłam.. mame?
- hej kochanie. - powiedziała mama.
- mama ? o co chodzi?
- o nic skarbie. Lepiej uważaj.
- mamo ale o co chodzi?
Moja mama już się nie odzywała i powoli oddalała się.
- Mamo! powiedz o co chodzi!  - krzyczałam ale ona nie odpowiadała, była coraz dalej.
-Mamo!

Podniosłam się z łóżka, byłam cała zapłakana i ciężko było mi oddychać. Coraz częściej mam sny tej samej treści. Nie rozumiem o co w nim chodzi, cały czas mam w głowie słowa mojej mamy lepiej uważaj.
Spojrzałam na zegarek na szafce nocnej, była 5:46. Postanowiłam już wstać, podeszłam do mojej garderoby i wyciągnęłam z niej ubrania i czystą koronkową bieliznę na dzisiaj. Podreptałam do łazienki, aby wykonać poranne czynności i się ubrać. po 30-stu minutach byłam gotowa, zeszłam na dół do kuchni przyszykować sobie śniadanie. Zrobiłam dwie kanapki z szynką pomidorem i zjadłam, spojrzałam na zagarek, który wskazywał już 7:34, za sześć minut przyjedzie po mnie moja przyjaciółka - Emily.
Pobiegłam na górę po swoją torbe, jeszcze raz sprawdziłam czy niczego mi nie brakuje i chwyciłam swój telefon, po czym zbiegłam na dól. Jak na zawołanie usłyszałam dzwięk klaksonu, chwyciłam klucze od domu i szybkim krokiem udałam się do czerwonego Porshe Emily.
-hej laska! - powiedziała dziewczyna
-hej - odpowiedziałam. - co ty taka wesoła dzisiaj?
-dzisiaj do naszej klasy przychodzi nowy! Wszystko było by w porządku, gdyby nie to, że nowy to Justin Bieber.
-ten gangsterek? - zaśmiałam się ironicznie.
-tak ten, lepiej do niego nie podchodź i trzymaj się z daleka. Słyszałaś wczorajsze wiadomości?
-te o tym pozaże?
-yhmm.. Podobno to on wywołał ten pożar z jego gangiem bo tamci ludzie nie chcieli mu zapłacić.
-skąd to wiesz? - podniosłam jedną brew do góry i spojrzałam w kierunku Emily.
-mam swoje źródła - blondynka zaśmiała się lekko i powróciła do kierowania.
Po niecałych 10-ciu minutach byliśmy pod szkołą, nie chętnie z niego wyszłyśmy i skierowaliśmy się w strone naszych szafek. Pierwsze co mieliśmy to angielski z panią Haris. Czy może być jeszcze gorzej? Mieliśmy jeszcze pięć minut więc pokierowaliśmy się w kierunku łazienek, po chwili zderzyłam się z czymś twardym i upadłam.
-Auć - syknełam i popatrzyłam się na winowajce. Moje oczy rozszerzyły się do granic możlwości to był on.. Justin Bieber.. kurwa.
-sory- powiedział i odszedł.
-co za typek - powiedziałam cicho że tylko Emily mogła mnie usłyszeć. Wystawiłam ręke w strone blondynki żeby ta pomogła mi wstać. Dziewczyna chwyciła moją ręke i pociagnęła ją do góry przez co mogłam wstać, otrzepałam tyłek z kurzu i ruszyłam do łazienki a za mną podąrzyła blondynka.
-ale ty miałaś mine kiedy go zobaczyłaś - powiedziała Emily i zaśmiała się na całą łazienkie.
-to nie było śmie.. - przerwał mi dzwonek na lekcje, westchnęłam - chodźmy już, nie chce zostać w kozie. - powiedziałam i pociągnęłam dziewczyne za sobą i razem ruszyliśmy w strone klasy od angielskiego mijając po drodze innych uczniów spieszących się do swoich klas. Po wejściu do klasy ruszyliśmy do naszych ławek. Emily siedziała za mną z Jason'em - jej chłopakiem.
Pani Haris zaczeła coś pisać na tablicy aż dźwi od klasy otworzyły się z hukiem. Zza progu wyszedł Bieber.
-spóźnienie panie Bieber, zostanie pan w kozie po lekcjach, proszę zając wolne miejsce obok panny Willson. Amy, pokaż się.

Że co kurwa?! to są chyba jakieś jaja. Powoli podniosłam ręke. Pamiętacie jak mówiłam przy szafce "czy może być jeszcze gorzej?" owszem.. może.. Bieber spojrzał na mnie z cwaniackim uśmieszkiem i skierował się w moją strone. Usiadłam na swoim miejscu i udawałam że przepisuje z tablicy. Usłyszałam za sobą śmiech Emily, odwróciłam się w jej strone i zmroziłam ją wzrokiem. Odwróciłam się ponownie w strone tablicy i "przepisywałam" notatki z tablicy.
-ej masz pożyczyć długopis? - Justin spytał się cicho swoim zachrypniętym głosem.
Fajnie, nie dość że siedzi ze mną to jeszcze długopis mam mu porzyczać.
-umm - zająkałam się. - tak jasne, mam. - uśmiechnęłam się lekko i podałam mu jeden z moich nie potrzebnych długopisów.
-dzięki. - powiedział i zaczął pisać.
-dzieci, dobrze wiecie że za pare dni kończymy lekture Romeo&Julia. W związku z tym chcę abyście napisali referat na temat zakazanej miłości na podstawie opowiadania. Żeby było wam łatwiej napiszecie go z partnerem z ławki na za tydzień i odegracie scene przed całą klasą. - oznajmiła pani Haris.

A może frytki do tego kurwa?!

Zabrzmiał dzwonek na przerwe, w końcu koniec tortur. Następne lekcje mineły szybko, nigdzie nie mogłam znaleść Em, więc postanowiłam się przejść. Poczułam na swoim ciele kropelki, co może oznaczać tylko jedno. Deszcz.

Ughh akurat teraz.

Przyspieszyłam kroku, na szczęście a może i nie mam tylko 10 min. drogi, nagle usłyszałam warkot silnika. Odwróciłam głowe i ujrzałam piękną Fisher Karme, a za nią... Bieber'a.
-wsiadaj- powiedział.
-nie dzięki, przejde się - uśmiechnęłam się ironicznie i przyspieszyłam kroku.
-kurwa wchodź, przecierz nic ci nie zrobie.
-wole się przejść.
-kurwa wchodź albo cie zabije. - syknął.

O.. oł... Amy ma kłopotyyy...

Zaśpiewał mój głos w głowie.
Po chwili wsiadłam do jego auta a on odjechał z cwaniackim uśmieszkiem.
-too gdzie mieszkasz? - spytał mrugając do mnie.
-Wailon street. - odpowiedziałam od niechęci.
-mhmm. - mruknął i już jechaliśmy w ciszy.
Po 10-ciu minutach byliśmy pod moim domem.
-dzięki. - rzuciłam i wyszłam z auta trzaskając drzwiami.
Gdy byłam pod drzwiami odwróciłam się w kierunku ulicy i zobaczyłam tam nadal stojące auto a w środku Bieber'a, który patrzył się na mnie. Ścisnęłam brwi i poszukałam kluczy od domu po czym otworzyłam drzwi i weszłam do budynku. Na podłodze były porozrzucane butelki od piwa, co znaczy że ojciec jest już w domu. Od śmierci mamy on cały czas pije, a czasami mnie bije, stąd mam te siniaki na ciele. Szłam po cichu na góre, byłam już na schodach i pech chciał że schodek zaskrzypiał.
-Amy! - krzyknął mój ojciec.
-tak tatusiu?
-Podejdź!
Podeszłam po mału do salonu, w którym siedział już pijany ojciec.
-tak?
-gdzie byłaś ?
-w szkole.
-a czemu nie posprzątałaś?
-bo nie miałam czasu, zaspałam. - skłamałam.
-zaspałaś bo znowu byłaś w klubie? Jesteś nic nie wartą dziwką! - krzyknął ojciec i wstał. Podszedł bliżej mnie i chwycił mnie za ramie i scisnął.
-nie byłam w żadnym klubie! - szlochałam.
-słuchaj szmato! matke mogłaś okłamywać ale nie mnie! - krzyknął, poczułam jak coś szczupie mnie w policzek. Znowu mnie uderzył. Po chwili dostałam jeszcze pare razy w brzuch.
-nie waż mi się dzisiaj na oczy pokazywać!
Pokiwałam tylko głową i odeszłam ciężko oddychając. Z ledwością weszłam po schodach i udałam się do mojego pokoju. Rzuciłam torbe gdzieś w kąt i weszłam do łazienki. Stałam przez chwile przed lustrem i zastanawiałam się czy podciągnąć bluzke czy nie. Po chwili zastanowienia podciągnęłam bluzke. Zapłakałam jeszcze głośniej gdy zobaczyłam ogromnego siniaka na brzuchu. Nie mogąc już na to patrzeć, więc obciągnęłam bluzke, wyszłam z łazienki i podeszłam do garderoby wyjąć swoją piżame. Wróciłam do łazienki i tylko się przebrałam po czym wyszłam i położyłam się do łóżka i od razu zasnęłam.

***
______________________________________________________

Hej! :3
I mamy w końcu pierwszy rozdział :D Mam nadzieje że wam się spodoba. Następny rozdział pojawi się jutro albo za dwa dni.
Zapraszam do komentowania ! :***

Prolog

Czy zastanawiałeś się kiedyś, co byś zrobił, gdybyś miał dokonać wyboru pomiędzy miłością, a ocaleniem samego siebie?
Co byś zrobił, gdyby twoje życie stało się najgorszym z koszmarów, którego nawet nie byłbyś w stanie sobie wyobrazić?
Marzyłam, by moje życie uległo zmianie, modliłam się o to z całego serca i nim się obejrzałam, dostałam to, czego chciałam.
Lecz cena była zdecydowanie zbyt wysoka.
Oczywistym faktem jest, że na pytanie „"chcesz przeczyć?”" odpowiemy twierdząco.
Moja odpowiedź była jednak zupełnie inna.

Wstęp

Hej wszystkim! :)
Postanowiłam napisać bloga " last danger love " bo.. nudziło mi się xd
Zapraszam wszystkich do komętowania i opublikowywania tego bloga. Będe bardzo wdzięczna :* :* :*